Link 07.12.2009 :: 11:13
co myślisz (1)
najsamwpierw majkel dla ani pe
a pozniej cala reszta. mila blond dziewczynka to erika. mily blond chlopiec to paul.
a na koniec jeszcze jeden majkel, a co.
miau!
wielki powrot zdjec
Link 15.11.2009 :: 17:59
co myślisz (2)
nowa paczka zdjeciowo-spacerowa:
reka jaka jest kazdy widzi
a tutaj mamy stary klasztor, blackfriars. na jego czesciowych ruinach rosnie ladna trawka, na ktorej w sloneczne dni mozna sobie siedziec i patrzec na pozostalosci klasztoru widoczne na zdjeciu. o ile komus nie przeszkadzaja piekne zapachy chinskiego zarcia z chinatown.
stare vs nowe
wielki dom na jesmond. ale nie psuje panoramy miasta, bo stou w dolku
tez jesmond. ale leprzy przyklad miejscowej architektury. przejscie miedzy ogrodkami prowadzace na maly placyk z dwoma pubami.
jedno z wielu przejsc podmostnych w exhibition park. czyli szybka droga z jesmond na uniwersytet.
a to piekna jesien w leazes parku. czesto chodze ta droga na zajecia z technologii. i na piwo z kasiai jej znajomymi z labu:)
wejscie do szkoly (nizej maszkaron na tym samym budynku). z tego, co wiem szkoly juz tam nie ma, za to jest jakowas misja prowadzona przez ludzi, ktorzy wygladaja, jakby jedli mozgi...
na ulicy za moim domem sa warsztaty samochodowe. przypominaja mi troche magazyny portowe z filmow akcji. czy cos takiego. naprawiane sa tam europejskie samochody. i smierdzi smarem.
a juz w nastepnym odcinku swiat z perspektywy rajstop. cokolwiek to znaczy.
miau.
lab
Link 22.09.2009 :: 23:20
co myślisz (4)
parę tygodni temu byłam z kasią w laboratorium. pomagałam robić laboratoryjne rzeczy.
miau.
dwie sztuki
Link 01.09.2009 :: 22:31
co myślisz (7)
pierwsza sztuka w pierwszym parku
druga sztuka, w drugim parku
tak na prawdę druga sztuka w drugim parku, to nie do końca sztuka. tak dokładnie to butowe miejsce. już od dziesięciu lat prawie. ludzie przychodzą tu ze starymi butami które chcą wyrzucić i zawieszają je na drzewach otaczających małą polankę w parku. są tam buty duże i buty małe. kalosze, sandały, kozaki, tenisówki, szpilki... nie wiem dokładnie, jak to się zaczęło. tak czy inaczej kolekcja jest imponująca. im dłużej stoi się pod tymi butami, tym więcej ich widać. trochę jak z gwiaździstym niebem.
miau.
kolejny spacer
Link 31.08.2009 :: 14:37
co myślisz (4)
tak, dużo spaceruję.
tu są zdjęcia ze spaceru,
na którym byłam jakiś tydzień temu
poszłam z emą do mariny
trasą wzdłuż rzeki tyny
to są za to zdjęcia z leazes parku. to taki park niedaleko mojego domu. są tam lwy i orły, altany koncertowe i jeziorko,po którym można pływać łódką (£3,50 za pół godziny- jeszcze nie wypróbowałam)
czy te ażurowe okucia nie wyglądają trochę jak ciastko z kremem? albo tort?
więcej spacerowych zdjęć już niedługo! ja spędziłam weekend bardzo dobrze. a wy? night out? a może grzeczne siedzenie w domu? u mnie trochę tego, trochę tego. dobrze czasem się napić, dobrze też jest odpocząć. można też wybrać się nad morze...ale to później. teraz czas na obiad (polenta!).
miau.
spacery
Link 22.08.2009 :: 10:10
co myślisz (3)
w sumie bez żadnej kolejności konkretnej wrzucam zdjęcia rzeczy, które zwróciły moją uwagę podczas spacerów. nie ma jeszcze szkoły, nie ma jeszcze pracy, nie chce mi się ciągle w domu siedzieć, więc oprócz gotowania wielkich garów jedzenia dla mnie i dla bliźniaczek- spaceruję. udało mi się wydębić od kasi aparat, żeby uwiecznić kilka rzeczy..

edward nożycoręki?

leśny ludź (z czołówką na głowie?)

krowy. z tego co wiem, w środku miasta są dwa pola z krowami. z tego co wiem, układ jest taki, że ziemia należy do uniwersytetu, a trawa na niej rosnąca do ludzi od krów. stąd krowie pola pośrodku miasta. to akurat jest mniejsze. przechodzi się przez nie idąc wzdłuż leazes parku w stronę uniwerku. ale podobno krowy nie są wcale miłe i nie należy się do nich zbliżać. a szkoda.

happy eco-ninja!

hello pumpkin! piękny niebieski MG. pamiętam go jeszcze z poprzedniej wizyty w newcastle.ślinę się na niego strasznie. cholera. to by było życie. piękny MG, piękny wielki dom na Jesmond...

a to jest jesmond cinema. nieczynne już. zbudowane zostało w latach 20, ale zamknęli je w 93. otworzyli wtedy multiplex i nikt nie chciał już chodzić do zwykłego kina. smutne. mają tam podobno znowu coś zrobić. jakiś dom kultury, kinogalerioknajpodomkultury. ciekawe, co z tego wyjdzie.

te dwa budynki widać, jak się idzie moją ulicą w dół.

śmietniki przy chinatown. małe to miasto, bździawe takie, ale chinatown jest! aale sklepy są tam. orrany. i mają różne dziwne warzywa i przyprawy i ryby i i i.. a zresztą. na pewno jeszcze będzie fotorelacja z chinatown.

a tu straszne schody, z pomostami zwodzonymi i takimi tam rzeczami. a na samym dole na murze wisi tabliczka- wchodzisz na własną odpowiedzialność. nabrało wtedy sensu spotkanie "chyba zboczeńca" (ej, kaśka, a tam stoi taki dziwny facet. noo może to zboczeniec. noo to co idziemy? nic nam się nie stanie, we dwie jesteśmy, poradzimy sobie...itd), oraz grupy charvów (dresów) palących z puszki coś, co wcale nie śmierdziało, jak zioło (kasia obstawia, że to crack).

millenium bridge

the sage normana fostera

tyne bridge

zamek w newcastle
(newcastle castle?)

sztuka?
i na koniec mała niespodzianka. idę sobie ulicą, tup tup, parę domów w dół od mojego stoi sobie dom z zamurowanymi drzwiami. wejście znajduje się pomiędzy sklepami, więc wyskakuje on w sumie dość z nienacka. no i wracając do historii. idę sobie idę, tup tup, patrzę bezwiednie w lewo, a tam, na piętrze, w zamurowanym domu- człowiek! ale się przestraszyłam. na szczęście to tylko pan z tektury. dowcipne bastardy..
na dzisiaj to koniec
miau.
poleciaa
Link 16.08.2009 :: 19:40
co myślisz (3)
no i poleciałam. po wielu pożegnaniach, nieprzespanej nocy i wielu nerwach wreszcie poleciałam. ale najpierw zostałam porządnie pożegnana po raz ostatni.
najsamwpierw okazało się, że zmieniły się zasady itp i po 1 nie mogę mieć 2 sztuk bagażu podręcznego, nawet jeśli drugą sztuką jest torba komputerowa, a po 2 mam nadbagaż. nadbagażem została jedna z toreb podręcznych. po przepakowaniu wyszło 6 kg. tata zapłacił tylko za 3. dziękuję panie odprawiający!
później wyściskałam i wycałowałam rodziców. ale tylko trochę- miało nie być płakania.
zrobiliśmy sobie zdjęcie z nocnorowerową flagą polską
i poszliśmy jeszcze chwilę postać na polskim słońcu.tam zawdziałam wszystkie ubrania, które brałam na siebie w środku lata:)
na sam koniec pożegnałam się ze wszystkimi (niestety nie mam zdjęcia, jak żegnam się z pav...:( )
wszystkim żegnającym jeszcze raz dziękuję, było mi bardzo miło, że pojawiliście się o tak wczesnej porze na lotnisku!
no i poleciałam
w samolocie odprężyłam się nieco, między innymi ze względu na piękne widoki (usiadłam w moim ulubionym miejscu przy skrzydle)
już w doncaster udało mi się zdążyć z lotniska robin hooda na pociąg do newcastle. podróż pociągiem umilali mi pijani angole (rozpoczęcie sezonu, c'nie?). w newcastle z dworca odebrała mnie ema i pojechałyśmy do domu (taksówką, kierował jakiś paki chyba, obwieszony złotem, nie miał więcej, niż metr pięćdziesiąt wzrostu, taki trochę danny de vito, tylko srogi). czekała tam na nas kasia z obiadem. wieczorem poszłyśmy na spacer
zasiadłyśmy we free trade inn- jednej z najfajniejszych knajp w NCL. kasi padł aparat, więc zdjęcia zrobiłam komórką. kasia po lewej, ema po prawej
tam na tle rzeki, newcastle, mostów itp wypiłam radośnie guinnessa
na następnego drinka poszłyśmy do cluny. numer dwa na liście. pub nieco w stylu regeneracji, w starych magazynach, pod trzema mostami. gin&tonic na ławce na trawce. lekko uraczone miejscowymi trunkami oraz przepysznymi pork scratchings- wielkimi słoninowymi skwarami od których boli brzuch- udałyśmy się powoli i spacerkiem w stronę domu. lekko przerażone patrzyłyśmy na tabuny miejscowych- geordich. początek sezonu i do tego sobota. och toż to sodoma i gomora była! na dobranoc pożarłyśmy paczkę smażonego serka halumi z sałatą i przy winie obejżałyśmy odcinek
the inbetweeners, rozbrajającego serialu bbc o 4 nastoletnich chłopcach w ostatniej klasie hajskula. rany, co za lamusy, ale czyż nie lubimy oglądać przygód takowych? kieliszek wina dobił mnie jednak i poszłam grzecznie spać o 11 z hakiem czasu njukastlowego.
tęsknię trochę, ale (tak mówiąc z angielska) i'm looking forward to my brand new life.
miau.
ps. wszystkie zdjęcia w tym poście by johnny, cons, dżulia oraz kasia.
ps2. kupiłam dzisiaj sobie ładne rzeczy w primarku. uszczęśliwiona i to za umiarkowaną cenę! :)
dresiarze na hawajach
Link 11.08.2009 :: 11:51
co myślisz (4)
w piątek odbyła się moja pożegnalna impreza. ponieważ uwielbiam przebierane imprezy i tym razem coś wymyśliłam (z małą pomocą
consa). tak więc wszyscy zostaliśmy dresiarzami.
w trakcie imprezy trzeba było uzupełnić zapasy piwa i zabrać zofię na ognisko, więc udaliśmy się do tesco.
i następnie zrobiliśmy wielkie wejście, a właściwie wjazd na ognisko
od nocnych rowerzystów dostałam prezent wyjazdowy- pakiet emigracyjny w postaci pudełka, w którym były:
kiełbasa jałowcowa (2 pęta)
pasztet
paprykarz szczeciński
ogórki kiszone
papierosy mocne
zapałki
nasz dziennik
zdjęcie kaczyńskiego z autografem
płyta z hitami disco polo
płyta z rudim schubertem (??)
flaga polski ze znaczkiem nocnego roweru i podpisami rowerzystów
na której podpisy złożyli później również nierowerzyści.
zabawa była przednia, wczuliśmy się w role i byliśmy podręcznikowymi dresiarzami:D
impreza skończyła się dopiero gdy niektórzy zaczęli przelewać się przez ręce, powrót przez las i niebezpieczne kabackie drogi obfitował w wypadki mniej lub bardziej groźne, ale dzielnie doszliśmy do mieszkania ani (choć nie wszyscy o własnych siłach i na własnych nogach). oprócz głów ucierpiały również znaki drogowe, a cała trasa zaznaczona została przypadkowymi odciskami usmolonych rąk.
rano uratowała nas pyszna jajecznica (tym razem popisali się chłopcy). po południu zebraliśmy się do swoich domów tylko po to, żeby odespać (niestety ja nie odespałam) i przygotować się do wycieczki na hawaje i imprezy urodzinowej
agnes w pięciogwiazdkowym hotelu polinezja. zabawiał nas tam i robił nam zdjęcia dj grekush. niestety dość szybko padłam wymęczona zabawami dnia poprzedniego i wróciłam do domu. ominęła mnie kolejna epokowa impreza, ale przyzwyczaić się muszę. w newcastle też będę się dobrze bawić przecież:)
trochę zdjęć hawajskich by grek
na koniec zagadka: kto to?
jeszcze raz wszystkim dziękuję za przednią zabawę, prezenty i niezapomniane wrażenia. jesteście najlepsi i już za wami tęsknię!
miau.
Link 24.07.2009 :: 17:35
co myślisz (0)
byłam dzisiaj u dentysty. umiarkowanie przyjemna sprawa, ale nie było tak źle. nie czuję połowy twarzy.
sprzątam po remoncie. rrrany, ale mi się nie chce. z drugiej strony ładnie wygląda, więc jestem raczej zadowolona. dzisiaj muszę to skończyć. ile można mieszkać w syfie, nie?
widziałam dzisiaj martwą sikorkę. czy to coś znaczy?
w najbliższym czasie (czyli jak posprzątam) pojawią się relacje z bornholmu i spontanicznego wypadu na mazury.
miau.
Link 22.07.2009 :: 14:47
co myślisz (0)
robię remont. lubię remonty. ale ten jest upierdliwy.
muszę zdążyć przed wyjazdem do anglii. uda się?
wracam do malowania!
miau.
usprawiedliwienie
Link 28.06.2009 :: 18:04
co myślisz (1)
tak sobie pomyślałam, że przydałoby się małe usprawiedliwienie mej długiej nieobecności tutaj.
hm
po 1 zawalona jestem pracą, a nie lubię tak na chybcika wrzucać byle czego
po 2 nie robiłam za bardzo zdjęć
po 3 nie zrzucałam z aparatu tych zdjęć, które jednak zrobiłam
po 4 zgubiłam aparat w nieco wstydliwych okolicznościach....
po 5 jakoś tak z racji dość gruntownych zmian w moim życiu nie miałam głowy do pamiętania o uzewnętrznianiu się przed wszystkimi
obiecuję poprawę i mam nadzieję, że w niedługim czasie coś wrzucę tu:)
miau.
dawno mnie tu nie było
Link 28.05.2009 :: 20:37
co myślisz (4)
w międzyczasie (jak już pewnie wszyscy wiedzą) dostałam się na architekturę do newcastle
zaczęłam pracować dla ojca
spotkałam lampę na ulicy (kogoś oświeciło?)
a poza tym jem truskawki
autoportret narcystyczny w stylu nasza-klasa, grono, czy inny fejs
portret by zofia pt. julia robi się na bóstwo
miau.
zdrowe życie
Link 30.04.2009 :: 16:31
co myślisz (5)
ostatnio staram się wieść zdrowe życie. niczego sobie nie odmawiam, ale za to przyjmuję w mniejszych ilościach. noo może aż tak pięknie nie jest. nie jem niezdrowych i tuczących potraw. i ograniczam mięso. i alkohol. i kawę...
czuję się świetnie!
miau.
ŁąkiŁan
Link 14.04.2009 :: 10:56
co myślisz (0)
w piątek w
piątkach byłam na koncercie
łąkiłanu z drzimim.
a oto i drzimi
pięknie pograli, my potańczyliśmy. było zajebiście. a później sobie poszli.
miau.
nocny wielkanocny
Link 14.04.2009 :: 10:48
co myślisz (0)
na nocny wielkanocny pożyczyłam drzimiemu rower (dziwka mieszka już w toruniu). spodobał mu się ten różowy. ale ale! różowy rower nie działał! dlatego dobry i kochany drzimi naprawił różowy rower...
...i radośnie pojechaliśmy pod metropolitan, gdzie wkrótce pojawiło się wielu innych rowerzystów...
...między innymi
pancygaro, nasz ojciec dyrektor, w swojej wspaniałej garniturowej koszulce rowerowej
później łamaliśmy się jajkami. bardzo miło było.
miau.